piątek, 4 listopada 2022

Oswojenie konia

Konia człowiek oswoił od niepamiętnych czasów tak samo, jak i psa, a oswoił tak dawno, że dziś nie możemy dokładnie wskazać ani krainy, która była kolebką tego wiernego towarzysza człowieka, ani czasu, kiedy ludzie zaczeli korzystać z jego usług. Dzikich koni wścisłym znaczeniu tego wyrazu nie ma dziś zupełnie. Znajdują się w prawdzie i teraz stada koni, zamieszkujące na wolności obszerne równiny Ameryki południowej i Azji środkowej, ale co do amerykańskich czyli tak zwanych mustangów, to wiadomo na pewno, iż są to zdziczali potomkowie koni niegdyś domowych, puszczonych przez Hiszpanów w r. 1535 przy wyściu z Buenos-Ayres. Co do koni azjatyckich czyli tarpanów, zdania uczonych są podzielone: jedni widzą w nich konie zupełnie dzikie, inni natomiast uważają je za zdziczałe tak samo, jak cymarony. Biuro nieruchomości Kocmyrzów To drugie zdanie przeważa obecnie. Trudno jednakże rozstrzygnąć tę kwestię z zupełną pewnością, ja k rów n ież trudno w sk azać, gdzie właściwie z n a j d ow ała się kolebka tych stw orzeń, zanim w eszły one po raz p ie rw sz y w bliższy sto su n e k z człowiekiem , zan im zm ieniły w o ln y try b życia n a służbę u ludzi. W ed łu g w szelkiego praw do p od o bieństw a, osw ojenie m usiało na stą p ić w kiiku m iejscach, p ierw o tn y bo wiem koń zam ieszk iw ał dość zn aczne o b szary na północnej półkuli naszej ziemi. C zas osw o jenia gubi się rów nież w pom roce d z ie jó w p rz e d histo ryczn y ch . W z m ia n k i o koniach s w o j skich zn a jd u je m y w n ajd aw n iejszy ch pom nikach lu d ów c y w ilizow any ch, a co jeszcze w ażniejsza, nigdzie z a to nie zn a jd u je m y n a w e t żadnych podań o o sw o jeniu k onia. D ow odzi to n ajw y raźniej, ja k d a w n o ludzie zdobyli sobie to cen n e zw ierzę. A n a b y te k to by ł istotnie wielce zy sk o w n y , u ła tw ił bow iem człow iekow i ogrom nie zdobycze cywilizacyjne. Dopiero p o z y sk a n ie takich pomocników, jak pies i koń, umożliwiło ludziom szybkie posuwanie się po szczeblach rozwoju cywilizacji i w zniesienie się ze stanu dzikiego. Łowiec na koniu i w towarzystwie psa polował zupełnie inaczej, niż piechur, zbrojny jedynie maczug ą lub toporkiem kamiennym i zmuszony ufać wyłącznie rączości własnych nóg i delikatności własnego węchu: w razie walki polegał on jedynie na samym sobie, a w razie niebezpieczeństwa lub potyczki z silniejszym napastnikiem , p o zb aw io n y był prawie zupełnie możności ucieczki. Nic też dziw nego, że od czasu po zyskania konia i p sa m yśliw y mógł łatwiej polować, lepiej i obficiej żyw ić rodzinę i m iał więcej czasu na obmyślanie ró żn ych ulepszeń i udoskonaleń w sposobie życia. Udział w łow ach —to był p ierw szy stopień u d o m ow ienia zarów n o psa, ja k i konia. Gdy następ n ie człow iek oprócz m y śliw stw a z a czął trudnić się p asterstw em , w ciągnął on i tych sw o ich to w a rz y sz y do now ego zajęcia: pies stróżo w ał m u stada, a pasterz n a koniu spędzał je do k u py; n a koniu uganiał się za sztukam i, które się od biły od grom ady. Przyszedł n astępnie o k re s rolnictw a i życia o sia dłego: konia zap rząg ł w ó w c z a s człow iek do pługa i p racy rolnej, psu kazał pilnować d obytku, który nagrom adził przy dom u sw oim . Ale jednocześnie człowiek nie zarzucił i poprzednich, pierw otnych sw o ich zajęć, tylko że teraz tresował sobie pomocników osobno do różnych prac, jak ich od nich w ym agał. Pod w p ły w e m rozmaitej tresury «naród psi stał się trojaki: łowczy, złajnik (dozorca stad a) i stróż dom o w y » . T re s u ra konia poszła ró w n ież w trzech kie runkach: koń łow czy, koń pasterski i w oźnik — koń do w ożenia ciężarów i do pracy w polu. W łaściw ie pow stała jeszcze je d n a odm iana konia do m ow eg o , a ta k ż e i psa, odm iana w o jenna, zbliżona z re sz tą wielce do łowieckiej; od k o n i w o jen n ych w y m a g a n o bowiem mniej więcej tych sam ych zalet, co i od łowieckich: pierw o tne w alki ludzi zbliżone były wielce do ło w ów , a z a ró w n o koń ja k i pies o k a z y w a ły się w nich bardzo pom ocnym i, przechylając szalę z w y c ię stw a n a stronę posiadaczy tych zwierząt. G recki histo ry k , Herodot, podaje o ry g in aln y p rz y kład takiej pierw otnej w alki, zaczerpnięty z podań sta ro ż y tn y c h ludów: w walce tej obie stro n y urządzi ły pojed y nek potrójny, w którym m ąż w alczył z mę żem, ko ń z koniem , a pies z psem . O swojenie konia umożliwiło wielce ludziom pracę koło podniesienia dobrobytu i ułatwiło im szybsze p o su w an ie się n a w y ż sz y szczebel cywilizacji, p rz y czyniło się zatem do podniesienia całej ludzkości. M ożna więc powiedzieć, że ko ń oddziałał uszlachetnia ją c o n a człow ieka. Ale bodaj, że w je s z c z e silniej sz y m stopniu sa m on uległ jego uszlachetniającem u w pływowi: w y s ta rc z y porów nać zdziczałego konia ze s w o jsk im rum akiem , aby należycie ocenić do datn i w p ły w człow ieka. Zdziczałe konie stepów azyatyckich i a m e ry k a ń skich straciły tę siłę i zgrabność, w y trw ało ść i lek k ość, któremi się o d z n a c z a ją szlachetne konie swojskie; w zro st ich zmalał, sierść straciła piękny połysk, g rzyw a i o g o n zm ieniły się w nastrzęp ion e i brzyd kie kudły. Charakter uległ rów nież zmianie: w y so k a inteligencya 2 malała, a n a w e t i siły osłabły. Dziki koń step ó w m ongolskich nie przypom ina niczem szla chetnego beduińskiego rum aka, podobnież ja k cym a- ron z preryi a m e ry kań sk ich zupełnie nie je st podobny do hiszpańskiego dzianeta, którego przecież je st n ie w ątpliw ym potomkiem. Co p raw d a, to nie m o żna się dziwić uszlachetnia jącem u w pły w o w i człow ieka n a konia, gd y się w e ź mie pod uw agę, ile pracy i trudów zużył człowiek na podniesienie tego zw ierzęcia, ja k często tra k to w a ł go nie gorzej od członków w łasnej rodziny, uw ażał za najlepszego przyjaciela i dbał o jego w y go d y więcej, niż o w łasne. Koń odwdzięczał się za to p rz y w ią zaniem, pojętnością, odgadyw aniem woli p a n a i temi niezliczonemi usługam i, którym ludzkość zawdzięcza sz y b sz y pochód na drodze cywilizacji. Nic więc dziwnego, że to dzielenie doli i niedoli, pom aganie sobie w trud ach i pracy — w y tw o rz y ło między koniem a człow iekiem w zajem ne p rz y w ią z a nie, nie m niejsze od tego, jakie się zaw iązało między człowiekiem a psem. Szczególnie zaś cenionym byw ał koń u ludów w ojow niczych i rolniczych, im bowiem w yśw iad czał on n a jw ię k sz e przysługi, ich los n ajsil niej byw ał z nim z w iązan y , w najw ięk szym stopniu zależał od niego.